Anna otworzyła oczy. Spojrzała na wysoki sufit swojej wymarzonej pracowni, potem na pianino z rozłożonymi nutami. Na nim wazon z kwiatami. Na podłodze rośliny w doniczkach. Na ścianach szkice i obrazy. Wciąż dużo miejsca, by eksponować kolejne! Nowe atelier massière, artystki malarki! Ten sam adres przy 27 rue de Fleurus, lecz większy metraż, na który wreszcie mogła sobie pozwolić!
To tu będą się odbywać wieczory dyskusyjne o tematyce artystyczno-patriotycznej. Słynne środy u Anny Bilińskiej! Artystka sama będzie siadała przed pianinem, by grać gościom melodie ze swojego ulubionego "Śpiewnika domowego" autorstwa Stanisława Moniuszki. Wśród gości nie zabraknie tych, którzy ją wspierali w drodze po sławę. Czasem wśród nich zobaczy latarnika. Wróci wzrokiem i już go nie będzie. A wtedy napotka wzrok przystojnego sąsiada. Pierwszy raz przyjdzie do niej z Duchińską…
Wzięła głęboki oddech przed tym, co niebawem się wydarzy. Wstała, by poprawić kolorową kotarę nad drzwiami. Wisiał na nich portret małej Ketty. Pewnie teraz jest już piękną panienką. Przysunęła kawalet bliżej pianina. Ułożyła pod nim doniczki z kwiatami. Poprawiła rzeźbę. Rozłożyła japońską parasolkę. Spojrzała na wszystko z daleka. Parasolka wyżej. Taboret bliżej. Idealnie! Usiadła przed sztalugą, by namalować "Kąt pracowni" - niewielką akwarelę, którą Anna wysłała na pierwszą paryską wystawę Blanc et Noir. Praca, choć nagrodzona wyróżnieniem, otrzymała kilka uwag i sugestii: "Przydałaby się modelka. Czyżby artystka nie miała takich możliwości? Czy to jej chwilowy kaprys? Znudzona chwyciła za pędzel, by malować cokolwiek?".














