Od 17 kwietnia do 27 maja w Wilnie w Litewskiej Bibliotece Narodowej im. Martynasa Mažvydasa odbywa się wystawa malarstwa Katarzyny Karpowicz. Ekspozycję pt. "Dar" inspirowana twórczością Czesława Miłosza warto zobaczyć. Obrazy pełne poetyckich refleksji są opowieścią o uważności, przemijaniu i czułości wobec świata.

Przy okazji opowieści o "darze" szybko okazało się, że nie sposób nie wspomnieć o innej, bardziej osobistej historii, która podobnie jak twórczość malarki, daje przestrzeń do refleksji i chwilowego zatrzymania się. Przede wszystkim pozwala jednak na rozmowę o tym, jak bardzo sztuka bywa zapisem najbliższych więzi.

Poezja Czesława Miłosza była mi bliska od dzieciństwa. Wszystko zaczęło się chyba w momencie, gdy mama, zamiast typowych wierszyków na Dzień Matki, zaproponowała mi między innymi „Przy piwoniach". Ten utwór był dla mnie czymś wyjątkowym. Jako dziecko widziałam go jak obraz malarski: trochę surrealistyczny, a może też impresjonistyczny, w każdym razie widziałam w nim całe światy i różne wersje obrazów. Jest w nim skupienie na szczególe, zatrzymanie chwili, wielka uważność.

Mama zaraziła mnie poezją. Później chętnie uczyłam się wierszy na pamięć, w domu dużo się czytało, mama, siostra, babcia czytały mi na głos. Z Miłoszem „zaprzyjaźniłam się" bardzo wcześnie. Pamiętam też, jak widziałam go kiedyś w kawiarni w Krakowie, początkiem lat 90. Mama pokazała mi, że to właśnie on. Zapamiętałam go jako osobę poważną, dostojną i surową. W jego poezji, podobnie jak w mojej twórczości, ważne jest dzieciństwo, ale też skupienie na człowieku i świadomość przemijania. To wszystko mnie porusza i inspiruje. W końcu o tym opowiadam w swoich obrazach.