Ma 44 lata, jest żonaty, ma psa. Skończył trzy kierunki studiów, zrobił doktorat. Jeździ na rowerze i jako pierwszy w historii prezydent Krakowa pomaszerował w Marszu Równości. Choć nie jest aferzystą, 24 maja może zostać pierwszym prezydentem miasta odwołanym przez mieszkańców w referendum.
W czasie swojej dwuletniej prezydentury zaliczył przynajmniej kilka wpadek. Jak chociażby nagranie TikToka, na którym tańczy na dachu magistratu. Mieszkańcy przecierali oczy ze zdumienia, zastanawiali się, czy to nie fejk wyprodukowany przez przeciwników prezydenta.
- Drugi raz bym tego nie zrobił - przyznaje Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa, w rozmowie z "Wyborczą".
Teraz walczy jak lew o pozostanie na stanowisku, a w ostatnich tygodniach wykonał wręcz tytaniczną pracę, jeżdżąc po Krakowie i spotykając się z mieszkańcami. Nawet w kampanii prezydenckiej nie był tak aktywny. Czy to wystarczy, żeby utrzymać się na fotelu prezydenta Krakowa? Nie ma na swoim koncie żadnych afer, czym więc tak mocno naraził się Krakowianom?
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.











