Nigdy nie widziałem tylu kleszczy. Wiosną tego roku padł mój osobisty kleszczowy rekord - z września 2025 r., kiedy spędziłem kilka wspaniałych dni na jednej z wysepek Archipelagu Sztokholmskiego.

Opinie publikowane w serwisie wyrażają poglądy osób piszących i nie zawsze muszą odzwierciedlać stanowiska całej redakcji

Wizyta w lesie skończyła się wtedy inwazją czarnych kropek, w których rozpoznaliśmy nimfy. Dorosłe kleszcze też, oczywiście, po nas łaziły, ale je przynajmniej dość łatwo dostrzec.

Nimfy są najstraszniejsze, bo niemal niewidoczne. A jeśli już są widoczne, można je pomylić z pyłem.

W tym roku najpierw opędzałem się od kleszczy w marcu – na łące nieopodal Puszczy Białowieskiej. Trochę słońca i ok. 10 st. ciepła wystarczyło, żeby już wylazły…