Okazało się, że wciąż ma charakter. Kiedy w Krakowie ludzie bronili Wawelu przed kwietniowymi imprezami Kaczyńskiego, większość z PiS-owców czekała, aż im policja utoruje drogę. Tylko Terlecki śmiało wychodził do protestujących, często znanych mu osobiście krakowian. Nie przejmował się okrzykami typu: "Pies, ty ch...".
– On mnie zaskoczył najbardziej ze wszystkich, którzy przeszli do Rozwoju Plus – mówi o Terleckim jego wieloletni kolega z klubu poselskiego PiS Tadeusz Cymański. – To odejście musiało być bolesne dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Ryszard uchodził nie bez racji za najwierniejszego z wiernych. Jakaś kropla musiała przelać dzban goryczy, bo – jak przypuszczam – dla niego samego to również była strasznie trudna decyzja.
– Terlecki miał chyba dość tej PiS-owskiej antyeuropejskości – dodaje Seweryn Blumsztajn, kolega ze studiów w Lublinie, emigrant polityczny, potem redaktor „Wyborczej". – Mnie zawsze dziwiło jego zbliżenie z Jarosławem… że takiego idola sobie znalazł. Ryszard to przecież mądry i oczytany człowiek, a tamten przekartkował kilka książek na krzyż. Ostatecznie Terlecki już z nimi, jak widać, nie wytrzymał.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.






