Filmy, w których giną psy, powinny mieć wielkie czerwone oznaczenia.
Niektórzy zapewne oburzą się na spojler, ale jestem przekonana, że będą też osoby wdzięczne za ostrzeżenie. Ja bym była. Gdybym je dostała, nie poszłabym na „Gwiazdozbiór Psa" do kina.
A po obejrzeniu najnowszego filmu Ridleya Scotta, mogę napisać, że nic bym nie straciła. Szanuję Anglika i za dorobek, i za to, że mimo 88 lat nie zamierza iść na emeryturę. Po co jednak nakręcił ten film? Nie mam pojęcia.
„Gwiazdozbiór Psa" nie jest najgorszym wśród jego ostatnich dzieł ( „Dom Gucci", a zwłaszcza „Napoleon" to były prawdziwe kompromitacje), ale zupełnie nic nie wnosi. Ani do jego filmografii, ani do gatunku, czyli kina postapokaliptycznego, ani do bieżącego dyskursu. No, może w tym ostatnim próbuje jakoś wziąć udział. Tyle że strona, którą wybiera, budzi mój niepokój.
kalendarium












