Podczas gdy polskie kluby rok w rok odbijają się od Ligi Mistrzów, Azerbejdżan może za chwilę mieć w niej drugiego przedstawiciela. Już nie Karabach, który w poprzednim sezonie doszedł do 1/16, ale Sabah FK - klub, który istnieje zaledwie od dziewięciu lat i którego ważną częścią historii od roku jest Tymoteusz Puchacz. We wtorek o 18.45 zagra o spełnienie marzeń.
To nie brzmiało jak oferta, dla której porzucasz dotychczasowe plany. Azerbejdżan? Nie Karabach? Sabah FK? Co takiego? Rok temu wielu polskich kibiców wyszukiwało tę nazwę i dziwiło się, że Tymoteusz Puchacz woli grać dla tego szerzej nieznanego klubu niż dla GKS-u Katowice, z którym miał już wynegocjowany kontrakt i zdążył nawet podać rękę trenerowi Rafałowi Górakowi, co ten poczytywał za ostateczny dowód, że się dogadali. Zwrot akcji był więc podwójnie zaskakujący: nie dość, że Puchacz ostatecznie nie złożył podpisu pod dogranym kontraktem, to jeszcze obrał kierunek, który wydawał się zupełnie nieatrakcyjny. Wielu wyśmiewało i wieszczyło wręcz koniec jego poważnej kariery. Mało kto prognozował, że już rok później będzie słuchał na murawie hymnu Ligi Mistrzów, będąc o krok od awansu do fazy ligowej. Jak do tego doszło i jak Puchacz wyprowadził swoją karierę z zakrętu?






