Dostajemy mnóstwo podpisów z małych miejscowości, gdzie ludzie czują się traktowani przez myśliwych jak chłopi pańszczyźniani - mówi Michał Suchora z Zielonych. Kończy się akcja zbierania podpisów pod zmianą prawa łowieckiego.
Aktywiści mają już umówione na 3 września spotkanie z marszałkiem sejmu Włodzimierzem Czarzastym (Nowa Lewica). Trwa wyścig, żeby do tego czasu zdążyli zebrać potrzebne 100 tys. podpisów obywateli pod projektem ustawy zmieniającej prawo łowieckie.
"Obecna ustawa jest anachroniczna i nie odpowiada współczesnej wiedzy o ochronie zwierząt i środowiska" - mówiła nam Magdalena Gałkiewicz z Zielonych, gdy w maju pisaliśmy o inicjatywie po raz pierwszy.
Reforma nie zakłada likwidacji łowiectwa, ale dostosowanie go do realiów XXI wieku. Nowe przepisy, jeśli wejdą w życie, stawiają przede wszystkim na bezpieczeństwo polowań. Oznaczają m.in. obowiązkowe badania lekarskie dla myśliwych co pięć lat, ale też odsunięcie granicy polowań na 700 metrów od zabudowań. Dziś myśliwi mogą strzelać z ostrej amunicji 150 metrów od okien szkół czy mieszkań. Jak zwróciła niedawno uwagę Urszula Zielińska, wiceministra ds. klimatu, wiatraki, żeby nie psuć komfortu mieszkańców, mogą stać aż 700 metrów od domu. Nowe prawo ma skończyć z takimi absurdami i "wyciągnąć łowiectwo z mroków PRL-u" - jak określa to Zielińska.









