Wolność kobiet odbiera się nie tylko poprzez przepisy, ale także przez poczucie, że sprawca może wracać bez końca. Przy Wiejskiej zamach na tę wolność zaczyna się od dźwięku syreny, na którą nikt nie reaguje.

Na ul. Wiejskiej w Warszawie od wielu miesięcy słychać wuwuzele, bębny, krzyki, modlitwy i odtwarzany przez głośniki płacz dziecka. Nie jest to żaden alarm państwowy, choć państwo powinno być zaalarmowane. To codzienność pod Abotak, pierwszą w Polsce przychodnią aborcyjną. Powstała, by przypomnieć politykom, że aborcja nie znika tylko dlatego, że Sejm nie potrafi o niej zdecydować.

Ale dziś przypomina o czymś jeszcze: o tym, jak łatwo demokratyczne państwo myli neutralność z obojętnością, a wolność zgromadzeń z pozwoleniem na jawne nękanie.

Treści tylko dla klubowiczów

kalendarium