Eksplozja rosyjskiej rakiety na Lubelszczyźnie zderzyła nas z rzeczywistością: w czasie pokoju armia chroni przede wszystkim obiekty strategiczne, a nie nasze domy. Jak naprawdę działa obrona powietrzna kraju i dlaczego stworzenie idealnego parasola nad całym państwem jest technicznie niemożliwe?
Wystarczyło kilka słów gen. bryg. Michała Marciniaka, by w kraju zawrzało, a debata o obronie przeciwrakietowej zamieniła się w polityczną awanturę i lawinę pytań o fundamentalne bezpieczeństwo Polaków.
Wszystko zaczęło się od wywiadu, którego dowódca udzielił w Święto Wojska Polskiego na antenie Polsat News. - Duże miasta na dzisiaj nie mają obrony przeciwrakietowej - usłyszeliśmy z generalskich ust.
- Dlatego że nie mamy rozstawionych wokół nich systemów - odparł i dodał, że sytuacja mogłaby ulec zmianie, jeśli Polska przeszłaby do fazy wojennej. Pytany, czy dysponujemy wystarczającą liczbą wyrzutni i rakiet, żeby bronić miast i infrastruktury wojskowej, odparł, że "jesteśmy na etapie budowy tego systemu".
kalendarium








