To cud, że dziecku nic się nie stało - Aneta Łukomska, rzeczniczka szpitala dziecięcego w Białymstoku, nadal nie kryje emocji po wypadku w Łomży. Mężczyźni, którzy dziewczynkę uratowali, opowiadają o akcji.

- Usłyszałem dobiegające z podwórka krzyki. Wyszedłem na balkon, zobaczyłem chodzącą po barierce dziewczynkę. Bez namysłu wziąłem to, co było pod ręką i pobiegłem na zewnątrz - opowiada Rafał Zaremba. To on przyniósł w niedzielę koc pod blok przy ul. Sybiraków w Łomży. I zapobiegł tragedii.

Czteroletnia dziewczynka sama wyszła na balkon na piątym piętrze. Udało się jej pokonać barierki i po ich zewnętrznej stronie przeszła na sąsiedni balkon. Wtedy zauważyli ją sąsiedzi. Zareagowali momentalnie. Przeskoczyli przez ogrodzenie tarasu, nad którym spacerowała dziewczynka, rozłożyli koc. W ostatniej chwili. Za moment dziewczynka spadła. Koc zamortyzował jej upadek.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

MATERIAŁ PROMOCYJNY