Kiedy nie możesz przytulić własnej mamy, dobrze jest mieć poczucie, że są chociaż ludzie, z którymi można wspólnie coś przeżyć - mówiła Ukrainka, która przyszła na łódzką manifestację.
W niedzielę, 9 sierpnia odbyła się manifestacja przeciwko przemocy i narastającej niechęci wobec Ukraińców. Zorganizowali ją członkowie łódzkiego Komitetu Obrony Demokracji. Do Pasażu Schillera przyszli z transparentami: "Faszyzm to krzywda, "Faszyzm do łzy", "Faszyzm to cierpienie", "Brońmy słabszych", "Moja Polska nie bije".
Podobne wydarzenia - pod hasłem "Nie bądź obojętny" odbyły się w 25 polskich miastach.
Wśród uczestników łódzkiej manifestacji była Ukrainka, która mieszka w Polsce od pięciu lat. Początkowo była przekonana, że wyjeżdża ze swojego kraju najwyżej na kilka miesięcy. Została, bo - jak mówi - nie miała już do czego wracać. - Rosjanie robią, co chcą, wchodzą jak do siebie, zabierają nam mieszkania, odcinają prąd - opowiadała.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.












