Pokonanie będącej w życiowej formie Marty Kostiuk w Toronto to nie tylko cenne zwycięstwo Igi Świątek nad rywalką ze ścisłej światowej czołówki, ale przede wszystkim dowód, że Polka potrafi wygrywać najważniejsze batalie ze swoimi własnymi słabościami. To przełamanie, którego brakowało od dawna.
Mecz 4. rundy turnieju WTA 1000 w Toronto miał być dla Igi Świątek pierwszym prawdziwym testem formy w Kanadzie, a okazał się czymś znacznie ważniejszym - prawdziwym przełamaniem. Pokonanie Marty Kostiuk to nie jest po prostu kolejne zwycięstwo w Canadian Open. W kontekście ostatnich miesięcy - pełnych turbulencji, poszukiwania właściwego rytmu i bolesnych porażek - wygrana z Ukrainką smakuje wyjątkowo. To najcenniejsze i najwięcej ważące zwycięstwo Polki od wielu tygodni.
Aby w pełni zrozumieć wagę tego sukcesu, warto przyjrzeć się realiom obecnego sezonu. Świątek, obecnie ósma zawodniczka rankingu WTA i 11. w zestawieniu WTA Race, który obejmuje wyniki wyłącznie z tego roku, miała w ostatnich miesiącach wyraźny problem z przełamaniem się w starciach z absolutną czołówką. Ostatni raz rywalkę ze ścisłego topu ograła w połowie maja, podczas turnieju w Rzymie, gdzie w ćwierćfinale pokonała Jessicę Pegulę. Wcześniej zaś podobne zwycięstwo odniosła na początku marca, w 1/8 finału w Indian Wells nad Karoliną Muchową. Starcia z zawodniczkami grającymi swój najlepszy tenis stały się dla Polki przeszkodą trudną do przeskoczenia.







