W Łodzi miejsc z kebabami są setki, ale po najlepsze nie trzeba iść na Piotrkowską. Numer jeden znalazłem między blokami Teofilowa, gdzie warzywa i bułka okazały się ważniejsze od mięsa.

Mamy swoje ukochane schabowe z mizerią na zsiadłym mleku. Mamy bigos, pierogi, kaszanki. Ale tylko jedno zagraniczne danie wsiąkło w polską kulinarną tkankę tak mocno, że żartobliwie nazywa się je daniem narodowym. A może właściwiej byłoby powiedzieć "narodowy fast food"?

Spośród bardzo wielu łódzkich kebabów, spróbowałem wybrać te, które zapracowały na to miano.

O ekspansji kebabowni, które zdominowały miejski krajobraz w Polsce, można poczytać książce "Kebabistan". Rzecz o polskim daniu narodowym".

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.