Postęp w kolarstwie kobiecym jest tak ogromny, że zaskoczył broniącą tytułu w Tour de France Francuzkę Pauline Ferrand-Prevot. Nie zaskoczył Polek, które znów walczą o miejsca na podium.

"Gdyby Pogacar był kobietą, czy wygrałby Tour de France?" – zastanawia się hiszpański dziennik "El Pais". Pytanie prowokacyjne, ale interesujące. "El Pais" przytacza wyniki niedawnego wyścigu dookoła Szwajcarii. 20 czerwca w Aarburgu kolarze i kolarki rywalizowały w jeździe indywidualnej na czas. W wyścigu mężczyzn najszybszy był niesamowity Słoweniec Tadej Pogacar, który niedawno po raz piąty triumfował w Tour de France i został legendą dyscypliny.

Tego samego dnia w Aarburgu jazdę na czas kobiet wygrała szwajcarska liderka grupy Movistar Marlen Reusser. Dziś prowadzi w Wielkiej Pętli. Ciekawe są jednak różnice w wynikach uzyskanych przez Pogacara i Reusser półtora miesiąca temu. Tę samą trasę Słoweniec przejechał w 26 minut i 38 sekund, podczas gdy Szwajcarka uzyskała czas 29 minut 36 sekund. Niespełna trzy minuty różnicy, czyli 10 proc. to akurat tyle, o ile wytrenowany mężczyzna na rowerze powinien być szybszy od znakomicie przygotowanej do jazdy kobiety. Wniosek? Reusser osiągnęła już poziom Pogacara, który w tej dyscyplinie uchodzi za fenomen, kolarza nie z tej Ziemi.