Moja miłość do "1670" jest wielka, ale trzeci sezon serialu sprawił, że wyszła ze mnie pani maruda. Cierpię ogromnie, bo nie zachwyciłam się nim tak, jak przy poprzednich seriach.

Nie wiem, co się stało, ale chciałabym wrócić do linii czasowej, w której, oglądając serial "1670", bawię się wybornie i bez żadnych zastrzeżeń. Tymczasem po seansie został ze mną pewien niedosyt. Poczułam wręcz, jakby umarła we mnie radość życia i nadciągał kryzys tożsamości. Bo choć poszczególne motywy i żarty bardzo przypadły mi do gustu, a aktorstwo, reżyseria, scenografia i kostiumy są jak zawsze wspaniałe, to całość nie porwała mnie tak, jak liczyłam.

Mam nadzieję, że to nie dlatego, że wyczerpała się dla mnie formuła serialu. Raczej to dostosowanie nowego sezonu do oczekiwań tzw. mainstreamowych widzów sprawiło, że rozmija się on z moimi memiarskimi oczekiwaniami.

kalendarium

wczoraj w Wyborczej