Koszykarska liga WNBA stała się kolejną areną amerykańskiej wojny kulturowej. Co prawda jedna ze stron tego konfliktu ma tam tylko jedną bojowniczkę, ale to wystarczy, by liga zmagała się z coraz to nowymi kontrowersjami. Rykoszetem dostaje największa gwiazda kobiecej koszykówki, Caitlin Clark, dzięki której WNBA przeżywa niesłychany wzrost popularności.

Wszystko zaczęło się od wypowiedzi Sophii Cunningham z drużyny Indiana Fever, która w wywiadzie dla stacji ESPN stwierdziła, że "młode dziewczyny nie powinny być zmuszane do rywalizacji z biologicznymi mężczyznami". Słowa te zostały odczytane jednoznacznie jako sprzeciw wobec dopuszczania do kobiecej rywalizacji zawodniczek transpłciowych. W mocno wychylonej na lewo, jeśli chodzi o poglądy polityczne, lidze te słowa zabrzmiały jak bluźnierstwo.

Skandal w Seattle

W meczu w Seattle, jednym z najbardziej progresywnych miast w USA, koszykarka była wybuczana przy każdym kontakcie z piłką. Fever takie zachowanie publiczności nie przeszkodziło w zwycięstwie 105:95, a Cunningham zdobyła 11 punktów.

Do skandalu doszło natomiast na trybunach. Przy parkiecie zawodniczkę Fever wspierały dwie nastolatki w charakterystycznych koszulkach ruchu XX-XY Athletics. Litery XX i XY to nawiązanie do męskich i żeńskich chromosomów. To grupa, która protestuje przeciwko dopuszczaniu do zawodów szkolnych zawodniczek transpłciowych. W 21 amerykańskich stanach oraz w Dystrykcie Kolumbii, gdzie położony jest stołeczny Waszyngton, sportsmenki mogą startować w zawodach szkolnych według płci zadeklarowanej, a nie tej zapisanej w metryce urodzenia.