Polskie kluby coraz śmielej korzystają z analizy danych, a niektóre nawet twierdzą, że kierują się tym, co znajdą w liczbach. Wciąż brakuje jednak spektakularnej historii sukcesu kogoś, kto mocno na nie postawił. Z awansem Wisły Kraków można wiązać w tej kwestii nadzieje. Polska piłka zyskałaby, gdyby jej się udało - pisze Michał Trela w ramach wtorkowego "Stanowiska komentatorskiego".
List otwarty, jaki Wisła Kraków wystosowała przed sezonem do kibiców, opisuje ciekawy efekt uboczny sukcesów z czasów Bogusława Cupiała. Dziedziczyła go potem większość klubów chcących osiągnąć w Polsce sukces. "Seryjne sukcesy Wisły Kraków w XXI wieku były w dużej mierze budowane dzięki wyraźnej przewadze finansowej, która pozwalała klubowi pozyskiwać czołowych trenerów i zawodników, a w konsekwencji regularnie zdobywać mistrzostwa Polski i rywalizować w europejskich pucharach. […] Jednocześnie utrwaliło to w otoczeniu klubu przekonanie, że podstawową odpowiedzią na kolejne wyzwania powinno być przede wszystkim zwiększanie jakości kadry, a niekoniecznie długofalowe rozwijanie struktur, kompetencji i powtarzalnych procesów" – diagnozuje niepodpisany, ale dający się w tych słowach łatwo rozpoznać Jarosław Królewski, większościowy akcjonariusz klubu.






