Gdybym miał obstawiać, kto z Ekstraklasy awansuje w przyszłym sezonie do europejskich pucharów, na pierwszym miejscu postawiłbym Legię Warszawa, a zaraz po niej Widzew Łódź. I nie chodzi tu o wiarę w tego czy innego trenera, ani o umiejętności tego czy innego piłkarza, a przede wszystkim o logikę, którą kieruje się nasza liga.

Lech Poznań to pierwszy taki mistrz od dziewięciu lat. I dopiero trzeci w historii. Faza grupowa lub potem ligowa europejskich pucharów to było przekleństwo drużyn, które rywalizowały o mistrzostwo Polski. Wcześniej tylko Legii udawało się obronić tytuł w tym samym sezonie, w którym grała w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Tak było w latach 1997 i 2017. Teraz mamy kolejny taki "wybryk". Lech dokonał tego samego, choć musiał łączyć grę w lidze z rywalizacją w fazie ligowej Ligi Konferencji.