Na Reymonta czekali na to ponad cztery lata. Wisła wraca do Ekstraklasy nie jak ubogi krewny, ale jak dobrze zorganizowany, nowoczesny projekt. I choć początek meczu z GKS-em Katowice przypominał spacer po polu minowym, to druga połowa dała odpowiedź: Wisła ma warunki, by utrzymać się w lidze.

Na trzy godziny przed meczem pod stadionem trwało już piłkarskie święto. Kibice opanowali nowo otwartą strefę gastronomiczną i klubową restaurację. Trzeba to przyznać wprost: infrastruktura wokół Reymonta to dziś poziom europejski, klasa światowa. Wisła odrobiła zadanie przez lata nieobecności w Ekstraklasie i przynajmniej w strefie biznesowej wyznacza standardy. Cztery strefy - od ogródka przed restauracją, przez potężny food hall, aż po strefę z leżakami i telebimem, gdzie całe rodziny biesiadowały i oglądały mecz zaprzyjaźnionego Widzewa. Ale na samych trybunach sielanki nie było. Kontrast w porównaniu z majowym meczem z Chrobrym Głogów, gdy Wisła przypieczętowała awans, był uderzający. Wtedy była czysta fiesta i wielka zabawa. Dziś? Pół Krakowa weszło w ten mecz ze skrajną, wręcz paraliżującą pokorą. Atmosfera była tak gęsta, że można było ją kroić.

Pierwszy kwadrans w klinczu i zbawienny Lubik