Kontrolerzy polują w wakacje na młodzież w komunikacji miejskiej. Żądają nawet biletów z poprzednich kursów - zaobserwował nasz czytelnik w autobusach linii 111. W Zarządzie Transportu Miejskiego odpowiadają, że to licealiści za późno skasowali bilety i dlatego muszą płacić karę.

"Wygląda na to, że warszawscy kanarzy znaleźli sobie »wakacyjny patent« na podbijanie statystyk kosztem nastolatków, którzy nie znają swoich praw i łatwo ulegają presji" - napisał do "Stołecznej" czytelnik, który dzień po dniu był świadkiem podobnych sytuacji w autobusie linii 111. Przekonuje, że dwie różne grupy kontrolerów próbowały zastraszyć młodych ludzi, którzy mieli ważne bilety.

Według relacji pasażera najpierw wpadła trójka licealistów podczas kontroli w czwartek 16 lipca ok. godz. 13.30-14.30 w autobusie, który jechał w kierunku pętli Esperanto. - Mieli bilety z automatu i aplikacji. Kontrolerzy przyłożyli czytniki i na ekranach zapaliło się zielone światło (bilety ważne). Zamiast zakończyć kontrolę, kontrolerzy zabrali im legitymacje do rąk i zaczęli przesłuchanie: gdzie wsiedli, dlaczego tak późno kupili bilety, a nawet zażądali pokazania biletów z poprzednich kursów. Zastraszone dzieciaki dały się wypchnąć z autobusu na przystanek i przyjęły mandaty za brak biletów, mimo że system w autobusie potwierdził ich ważność! - opisuje świadek tej sytuacji.