Kibice Aarhus GF mogli przeżyć olbrzymi zawód we wtorkowy wieczór. Mistrzowie Danii polegli w starciu z Lechem Poznań aż 1:4 w spotkaniu rozgrywanym w ramach eliminacji Ligi Mistrzów, a na domiar złego kończyli mecz w dziesiątkę. Mimo to zamierzają wybrać się do stolicy Wielkopolski na rewanż, lecz zostali dość wyraźnie ostrzeżeni przez klub i Ambasadę Danii w Polsce. Przed czym konkretnie?

Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Lech Poznań zabawił się w pierwszym meczu II rundy el. Ligi Mistrzów. "Kolejorz" rozbił Aarhus GF 4:1, choć to spotkanie wcale do najłatwiejszych z początku nie należało. Duńczycy dominowali aż do gola strzelonego przez Mikaela Ishaka. Potem pechową interwencję ręką poza obrębem pola karnego zaliczył Jesper Hansen, za co wyleciał z boiska. A to dało Lechowi przestrzeń do tego, by jeszcze przed przerwą podwyższyć prowadzenie za sprawą Patrika Walemarka.

Zobacz wideo

Po zmianie stron jednak trudno było rozróżnić, który zespół gra o jednego zawodnika mniej. Podopieczni Jakoba Poulsena zdołali przycisnąć ekipę z Poznania i złapać kontakt dzięki trafieniu Kristiana Arnstada. Chwilę później piłkę zmierzającą do pustej bramki wybił Michał Gurgul. Pod polem karnym mistrzów Polski było gorąco, ale w 61. minucie prawdziwą bombę z dystansu posłał Terry Yegbe, czym dał lechitom dwubramkową przewagę. Cztery minuty później zrobiło się już 4:1, a dublet skompletował Walemark. Wynik do końcowego gwizdka nie uległ już zmianie, a Poznaniacy mogli cieszyć się z pokaźnej zaliczki przed rewanżem.