Autentyczność miejsc została zadeptana przez tłumy turystów, więc teraz wielki kapitał zleca firmom PR-owym tworzenie "unikalnego produktu", który "wraca do korzeni" - mówi Robert Smagoń, żeglarz od dekad związany z branżą turystyczną.
Robert Smagoń*: Chodzi bardziej o czas niż zawód. Podróżuję od kilku dekad, wiele razy byłem w różnych miejscach.
- Coś, co mnie przeraża jako człowieka starej daty. Skandynawia wyeliminowała ludzi w obsłudze portu. Opłata, rejestracja, odpalenie liczników, wody i dostęp do toalety, to wszystko teraz robi automat. Równolegle - już na większą skalę - zmieniło się nasycenie i zagęszczenie portów ludźmi. Do pandemii rosło to spokojnie, potem eksplodowało. Żeglarstwo to była dobra metoda na odpoczynek. Teraz tłumy są niemal wszędzie.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny











