Gdy FIFA ogłosiła, że od teraz na mistrzostwach świata zobaczymy aż 48 drużyn, stało się jasne, iż czeka nas taka dawka futbolu, jakiej jeszcze nigdy wcześniej nikt nie przyjął. Osobiście nadal nie mam przekonania, czy to słuszna droga. Z jednej strony ciekawie było zobaczyć Republikę Zielonego Przylądka, Curacao czy Haiti. Jednak z drugiej za nami aż 103 mecze w nieco ponad pięć tygodni. Piekielnie dużo. Za dużo. Jednak nie czas teraz na ocenianie tego turnieju. Na to przyjdzie jeszcze pora, ale wpierw futbolowy tort musi doczekać się wisienki. Argentyńsko-hiszpańskiej wisienki, bo to te kraje zawalczą o złoto. Kiedy dokładnie?
Zobacz wideo Tłumy Argentyńczyków na ulicach miast po awansie do finału MŚ 2026
Argentyński charakter kontra hiszpańska maestria taktyki, uczeń kontra mistrz
Nie ma żadnych wątpliwości, że zarówno Argentyna, jak i Hiszpania w pełni zasłużyły, by znaleźć się w miejscu, w którym dziś są. Jednak sposoby, w jakich to osiągnęły, są zupełnie różne. Ten finał będzie starciem niezłomnego charakteru z siłą taktyki. Argentyńczycy mieli w tym turnieju swoje problemy. Musieli grać dogrywki z Republiką Zielonego Przylądka (1/16 finału) i Szwajcarią (ćwierćfinał), przegrywali już 0:2 z Egiptem w 1/8 finału i 0:1 z Anglią w półfinale. Każdy z ich rywali przekonał się jednak, że prędzej głową twardy mur rozbije, niż złamie argentyńskiego ducha walki.















