Aleksandra Wiśniewska, kobieta.gazeta.pl: Czy let-down effect został potwierdzony badaniami, czy to tylko obserwacje?

Prof. Małgorzata Dobrowolska: Istnieje wiele badań naukowych potwierdzających, że takie zjawisko rzeczywiście występuje, choć różnie je nazywamy. Let-down effect to nie biurowy mit ani psychologiczne alibi dla lenistwa – szacuje się, że "choroba urlopowa" dotyka około 3 proc. populacji. Choć często traktujemy spadek formy w pierwszych dniach urlopu jako nasze subiektywne doświadczenie, w rzeczywistości nauka bada to zjawisko od dłuższego czasu.

Ten fenomen zyskał wiele określeń. Jest na przykład "leisure sickness", które tłumaczymy jako "chorobę czasu wolnego" lub "rekreacyjną". Mimo że nie znajdziemy jej w oficjalnych klasyfikacjach medycznych jako odrębnej jednostki chorobowej, świat nauki traktuje ten problem bardzo poważnie. Zagadnieniu przyglądało się wielu specjalistów z różnych dyscyplin. Na przełomie 2001 i 2002 roku temat dogłębnie zbadali holenderscy psychologowie z uniwersytetu w Tilburgu – Maaike van Huijgevoort oraz profesor Ad Vingerhoets. Co ciekawe, profesor podjął się eksploracji tego tematu, ponieważ zauważył, że regularnie pada ofiarą urlopowych infekcji. Między innymi to właśnie jego zespół przeprowadził analizy, które opisały i udokumentowały powtarzalny wzorzec występowania tych objawów u osób aktywnych zawodowo. Sam mechanizm fizjologiczny wciąż pozostaje przedmiotem badań, ale mówimy tu o autentycznym problemie, który w dobie ciągłego pośpiechu, przemęczenia i przebodźcowania uderza w nas z ogromną siłą.