Messi, Pedri, Mbappe, Wyspy Zielonego Przylądka, Marciniak i sprawa Baloguna... "Życie to coś, co zdarza się między piłkarskimi mundialami". Ten w USA, Kanadzie i Meksyku był na notę, którą na plecach nosił lider Argentyny.

Czuję się przyjemnie oszukany. 3,5 roku temu w Katarze futbol spłacił swój wielki dług wobec Lionela Messiego. 35-letni wówczas Argentyńczyk zdobył wreszcie najbardziej wyczekiwany tytuł, spłacając z kolei dług wobec ojczyzny. Na tym historia miała się zakończyć. Historia z happy endem.

Messi, graj dalej

Leo Messi zaplanował sobie jednak swój szósty mundial. Taki, na którym zagra bez presji. Szokujące okazało się jednak to, że czas od Kataru do turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku stanął dla niego w miejscu. W ten sposób urodziła się piłkarska wersja powieści „Portret Doriana Graya".

Jeśli tak dalej pójdzie, nie jestem pewien, czy Messi nie wymyśli sobie jeszcze jakiegoś dalszego ciągu. W końcu mecz piłkarski rozstrzyga ciężka praca drużyny i przebłyski geniuszu jej liderów. Nawet w wieku 43 lat Argentyńczyk wciąż będzie zdolny do kopnięcia piłki w taki sposób, żeby zmusić świat do wstrzymania oddechu.