O akademik na Uniwersytecie Gdańskim w ubiegłym roku starało się ponad dwa razy więcej studentów, niż było miejsc. Teraz może być jeszcze trudniej, bo na uczelnie dotarł podwójny rocznik.
Jeszcze nie zakończyła się rekrutacja na studia, a wielu przyszłych studentów już wie, że jesienią może mieć problem ze znalezieniem dachu nad głową. Liczba miejsc w akademikach od lat nie nadąża za zainteresowaniem, a rosnące ceny wynajmu mieszkań sprawiają, że uczelniane domy studenckie są jednym z najbardziej poszukiwanych adresów w Trójmieście.
- Za moich czasów akademik wyglądał zupełnie inaczej – śmieje się ojciec przyszłego studenta, który jesienią rozpocznie naukę w Gdańsku. Wspólna kuchnia na piętrze, łazienki na końcu korytarza, piętrowe łóżka i meble pamiętające poprzednią epokę. Dziś studenci oczekują czegoś więcej. Chcą własnej łazienki, miejsca do nauki i prywatności. Problem w tym, że zanim zaczną wybierać standard, muszą w ogóle znaleźć wolne miejsce.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny











