"Zapowiedzi rzucone pod publiczkę" - słyszę od dyrektorów szpitali, kiedy pytam o ostatnią konferencję ministry zdrowia. Choć nie skreślają jej pomysłów, czekają na konkrety. - To dziennikarze musieli wytknąć rządzącym, że w systemie są absurdy? - mówi jeden z dyrektorów.
W środę 8 lipca ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zaprezentowała, jakie pomysły ma na naprawę sytuacji w polskich szpitalach. Zapowiedziała maksymalne zarobki dla lekarzy do 240 zł za godzinę, limit udziału wynagrodzeń w budżecie szpitala czy wymóg uzyskania zgody lekarza na pracę w kolejnym miejscu.
Konferencja ministry była odpowiedzią na ultimatum premiera Donalda Tuska. Zapowiedział: albo rekomendacje zmian, albo zmiany, ale personalne. - Niektóre propozycje są ciekawe, ale czekam na jakiś dokument. Przez ostatnie trzy, a sięgając dalej - 11 lat, nic szczególnego się w zdrowiu nie działo. Nagle premier mówi, że minister ma przygotować plan naprawczy w trzy dni. Dla mnie to dziwne, że te trzy dni wystarczyły, żeby coś zrobić - komentuje dla "Wyborczej" Grzegorz Gibaszek, dyrektor szpitala w Kole.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.










