Do tej pory pieniądze na umowy z firmami odpadowymi szły z kasy miejskiej. Teraz skarbnik Marcin Urban zobaczył tam dno. - Nie mamy już z czego dokładać - mówi.
Plan miasta był taki: od września stawka za śmieci we Wrocławiu ma skoczyć z obecnych 41,24 do 57 zł miesięcznie od osoby. Kiedy ta 38 proc. podwyżka wywołała burzę wśród mieszkańców, dzień przed sesją z ratusza poszedł do mediów komunikat, że nie będzie ona tak drastyczna. Udało się ją zbić o 2 zł, co było efektem konsultacji z klubami KO i Lewicy Naprzód.
Już wtedy było pewne, że projekt przejdzie i po kieszeni dostanie ponad 650 tys. Wrocławian (miasto powołało się na dane GUS) - i tylu ich teraz płaci za śmieci. Pozostałych - ponad 200 tys. osób - próbują wciąż namierzyć urzędnicy i Straż Miejska, m.in. po nr. PESEL, ewidencji ludności i zużyciu wody.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny








