Cóż za chichot historii, że rezydencja namiestników cara, dziś siedziba prezydenta Polski, ma za swojego gospodarza osobę, która mówi językiem władcy z Kremla.
Arkadiusz Kierys, rocznik 1968, człowiek, Europejczyk, Polak, Torunianin. Doktor nauk humanistycznych w zakresie historii, nauczyciel.
Politycy mają niezachwianą wiarę w to, że przemawiają w imieniu wszystkich Polaków. Oczywiście tak nie jest, wypowiadają się w imieniu swoich zwolenników i osób, które podzielają ich poglądy. Ja również nie mówię (a właściwie nie piszę) w imieniu wszystkich, moja wypowiedź dotyczy tylko tego, co sam widziałem i słyszałem w kraju, który ponad cztery lata toczy walkę o suwerenność.
Karol Nawrocki bardzo wiele czasu poświęca edukacji historycznej narodu, którego nie jest prezydentem i robi to w taki sposób, jakby nie wiedział, co wydarzyło się i dzieje za naszą wschodnią granicą: w Buczy, Irpieniu, Hostomelu czy Mariupolu. W Buczy wojska rosyjskie dokonały masowych morderstw na cywilach, porzucone ciała miały ślady skrępowania i otwory postrzałowe z tyłu głowy – dokładnie tak, jak nasi oficerowie w Katyniu. W Mariupolu, po ataku bombowym na szpital położniczy, matki umierały wraz z nienarodzonymi dziećmi; tam też, identycznie jak w powstaniu warszawskim, mieszkańcy miasta chowali swoich bliskich w podwórkach. Wszędzie gwałcono kobiety, często na oczach rodziny i dzieci…








