W wymianie ciosów pomiędzy Polakami i Ukraińcami a także pomiędzy samymi Polakami podstawową rolę grają emocje, a nie rozum i trzeźwe spojrzenie.
Autor jest sędzią, profesorem nauk prawnych, cywilistą, był prezes Trybunału Konstytucyjnego (lata 1998–2006) oraz sędzią Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (lata 2009–2024).
Debata o stosunku do Ukrainy jest prawdziwą ilustracją polskiej duszy, w której miesza się wszystko, choć trochę nieskładnie i w nieuporządkowany sposób: poczucie dumy, a może i megalomanii, wyśrubowane poczucie honoru i godności, poszukiwanie uznania w oczach świata, a jednocześnie polski mesjanizm, poczucie krzywdy i niezrozumienia, niedowartościowanie – nasze stałe narodowe kompleksy.
W wymianie ciosów pomiędzy Polakami i Ukraińcami, a także pomiędzy samymi Polakami podstawową rolę grają emocje, a nie rozum i trzeźwe spojrzenie na nasze z Ukrainą relacje i na nas samych. Tyleż ciekawa, co przede wszystkim ważna dla zrozumienia obecnej sytuacji, jest odpowiedź na pytanie, co takiego się zdarzyło, że wspaniała, imponująca postawa Polaków sprzed czterech lat zamieniła się nagle w swoją odwrotność – niechęć, odrzucenie i nierzadko agresję.
Ileż to razy w ostatnich tygodniach czytaliśmy w mediach o aktach słownej lub fizycznej agresji na Ukraińców? Jakże wielu z nas z satysfakcją odnotowuje, że od 2 lipca ustaje jakakolwiek pomoc dla ukraińskich kobiet z dziećmi, niepełnosprawnych i ludzi pozbawionych środków do życia?







