Dominatorka czy 1ga - z takimi określeniami Igi Świątek przyszło nam się pożegnać. Nie wiadomo na jak długo - może nawet na zawsze. Najlepsza polska tenisistka musi wymyślić się na nowo. Wyzwanie stoi też przed jej kibicami - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

Wiele, wiele lat temu do redakcji, w której pracowałem, wielokrotnie dzwonił jakiś kibic koszykówki. Zawsze pytał, co się dzieje w Chicago Bulls. Słychać było, że "Bykom" zaczął kibicować, gdy były na szczycie w erze Michael Jordana. Gdy jednak najlepszy zawodnik w historii koszykówki zakończył karierę, dla Bulls zaczął się bardzo trudny czas. Przez cztery sezony z rzędu byli najgorszą drużyną Konferencji Wschodniej. Właśnie w tym okresie rozmawiałem z owym kibicem, który nie potrafił zrozumieć, jak to możliwe, że taki zespół może doświadczyć takiego upadku. Na koniec rozmowy fan koszykówki zapytał: "No to komu ja mam teraz kibicować?"

Iga Świątek spadła nam z nieba

Właśnie ze względu na to pytanie zapamiętałem tamtą rozmowę. Sam byłem dość młodym dziennikarzem i fanem sportu wychowanym w przekonaniu, że ze swoją drużyną jest się na dobre i na złe. Dopiero po latach zrozumiałem, że wierność w kibicowaniu wcale nie jest taka powszechna, a w życiu bardziej sprawdza się sentencja: najwięcej kibiców mają zwycięskie drużyny.