- Może moglibyśmy wykorzystać kobietę w kolejnej misji na orbitę, (...) mogłaby polecieć zamiast szympansa - stwierdził Gordon Cooper, astronauta amerykańskiego programu Merkury, zapytany przez dziennikarzy o to, czy Amerykanie wzorem Sowietów powinni znaleźć dla kobiet miejsce w programie kosmicznym. Był rok 1963. Beatlesi właśnie wydali swój pierwszy album "Please Please Me", na ekrany kin wszedł film "Kleopatra" z Elizabeth Taylor w roli tytułowej, przeprowadzono pierwsze testy boeinga 727, a dwa mocarstwa, Związek Radziecki i Stany Zjednoczone, toczyły zaciętą walkę o prymat w przestrzeni kosmicznej.15 maja Gordon Cooper pierwszy raz poleciał w kosmos, był to zarazem ostatni lot orbitalny programu Merkury. Miesiąc później jego wyczyn powtórzyła Walentyna Tierieszkowa. Stała się pierwszą w historii kobietą w kosmosie, tym samym skupiając na sobie uwagę mediów na całym świecie. W USA dziennikarze regularnie pisali o kobietach-pilotkach, które śpiewająco przeszły wymagające testy dla astronautów. Tego było za wiele.

Gordon Cooper w 1963 roku (fot. flickr.com/photos/nasa2explore)

- Mężczyźni walczą na wojnie i latają samolotami, a potem wracają i projektują kolejne samoloty. Kobiety się tym nie zajmują, bo taki jest porządek społeczny - stwierdził w trakcie przesłuchania przed amerykańskim kongresem John Glenn, astronauta, który wykonał pierwszy amerykański lot orbitalny, wiele lat później - również senator. Kłopot w tym, że kobiety na wojnie latały samolotami. Uczyły nawet latać mężczyzn.Ale gdy wojenny pył opadł, a do domów wrócili mężczyźni, nawet najlepszym pilotkom została praca przy opylaniu upraw. Nie godziły się na to. Gdy raz zasmakowały wolności i sprawdziły się w swoim fachu, nie chciały pokornie usunąć się w cień. Wielu uważało, że nie powinny.Lekarz, który wierzył w kobietyPierwsze lądowanie na Księżycu w 1969 roku obejrzało na całym świecie 530 milionów osób, około 18 procent ówczesnej populacji. Już od przeszło dekady, czyli od pierwszej udanej próby umieszczenia na orbicie sztucznego satelity (1957 rok, radziecki Sputnik 1), podbój kosmosu był jednym z głównych tematów medialnych. Trwała wielka kosmiczna olimpiada, w której uczestniczyły dwa mocarstwa. Amerykanie zaprzęgli do pracy nad programem własnych specjalistów oraz tych przechwyconych z nazistowskich Niemiec. Ale do momentu wypowiedzenia przez Neila Armstronga słynnych słów: "To mały krok dla człowieka, ale wielki dla ludzkości", to Sowieci wygrywali praktycznie każdą konkurencję - pierwszy satelita na orbicie, pierwszy lot suborbitalny i orbitalny, wreszcie pierwsza kobieta w kosmosie. Mogli wygrać przynajmniej w tej ostatniej "dyscyplinie", gdyby mocarstwo szczycące się swoim umiłowaniem wolności i równości faktycznie w tę równość i wolność wierzyło. Bo kiedy Tierieszkowa dopiero została wybrana do programu szkolenia kosmonautów, Amerykanie mieli już aż 13 kobiet, które przeszły testy na astronautki, były znakomitymi pilotkami i marzyły o szansie na podbój kosmosu.