- Opóźniam mój koniec - mówi mi Karolina Pliskova, rywalka Igi Świątek w drugiej rundzie Wimbledonu. Czeszka przeszła drogę od dwóch finałów wielkoszlemowych do dwóch operacji w niespełna rok i wypadnięcia ze światowego rankingu, którego była kiedyś liderką. Teraz tenisowa weteranka zaskakuje słowami na temat Polki. Czy będzie w stanie zaskoczyć też ją w czwartek na korcie? Korespondencja z Londynu Agnieszki Niedziałek, dziennikarki Sport.pl.
Doświadczona przez los Czeszka jest wdzięczną rozmówczynią – odpowiada wyczerpująco i szczerze. Przekonałam się o tym, przychodząc na jej spotkanie z dziennikarzami po wygranym meczu otwarcia w Londynie z rodaczką Terezą Valentovą. Tłumu nie było – pojawiło się zaledwie kilka osób i umieszczono nas w jednym z małych pokoi przewidzianych na rozmowy z zawodnikami niezbyt obleganymi w kontekście zainteresowania mediów. Ale rozmawiać było o czym.
Pliskova nie jest w świecie tenisa postacią anonimową. Dziesięć lat temu grała w finale US Open, a w 2021 r. w finale Wimbledonu. Ale tamte sukcesy i miejsce w ścisłej czołówce wydają się dziś odległą przeszłością. Znacznie bliższe teraźniejszości są wielkie problemy z kostką, z powodu których przeszła dwie operacje i wypadła z rywalizacji na niemal półtora roku. W jej historii pojawia się także Iga Świątek, choć akurat o tej karcie historii Czeszka chciałaby zapomnieć. Ale po kolei.






