Kto urodził się w Stanach Zjednoczonych, jest ich obywatelem. Tę konstytucyjną zasadę potwierdził Sąd Najwyższy, uznając tym samym dekret Donalda Trumpa za niezgodny z konstytucją. Sam Trump uważa, że decyzja sędziów jest "bardzo niekorzystna" dla kraju i już zapowiada, że przeforsuje zmiany przy pomocy Kongresu.
Sąd Najwyższy uznał, że dekret Donalda Trumpa łamie 14. poprawkę do konstytucji. Przepis ten mówi, że "każdy, kto urodził się lub naturalizował w Stanach Zjednoczonych i podlega ich zwierzchnictwu (jurysdykcji), jest obywatelem Stanów Zjednoczonych i tego stanu, w którym zamieszkuje". Obok USA podobne przepisy mają 34 inne państwa - większość to kraje obu Ameryk.
Dekret wykonawczy Donalda Trumpa, podpisany przez niego w pierwszym dniu drugiej kadencji, odbiera prawo do obywatelstwa dzieciom rodziców przebywających w USA nielegalnie lub na podstawie wiz nieimigracyjnych (m.in. biznesowych, studenckich, turystycznych). Prawnicy rządu twierdzili, że takie osoby nie podlegają "zwierzchnictwu" USA, choć historycznie słowa te wykluczały jedynie dzieci obcych dyplomatów. Dekret formalnie nie wszedł w życie, bo był blokowany przez sądy niższych instancji.
Opinie sędziów Sądu Najwyższego USA w tej sprawie były zaskakująco podzielone. Sześciu z dziewięciu sędziów uznało dekret Trumpa za nielegalny, jednak jeden z nich, powołany przez Trumpa Brett Kavanaugh, uznał, że nie łamie on konstytucji, a jedynie ustawę Kongresu.











