Jolanta Sobierańska-Grenda zarobiła w zeszłym roku jako minister zdrowia 133 tys. zł. "Inne osiągnięte dochody" to 725 tys. zł. Zapewnia, że zarobiła je uczciwie, ale dokładnie jak - tego wyjaśnić nie chce. Wygląda to niedobrze, zwłaszcza jak się właśnie wprowadza sprawdzanie zarobków lekarzy po numerach PESEL.
„Minister zdrowia przerywa milczenie w sprawie Szpitala Południowego" – tak swój artykuł o zeszłotygodniowej konferencji prasowej minister Jolanty Sobierańskiej-Grendy zatytułował „Puls Medycyny". Tytuł wywoływał uśmiech na twarzy, bo milczenie przerywają na ogół celebryci, jakaś gwiazda po głośnym rozwodzie albo Doda po akcie oskarżenia.
Sama konferencja była tak słaba, że w zasadzie chciałoby się powiedzieć „szkoda". Sobierańska-Grenda, która przez dwa tygodnie od wybuchu afery wokół Szpitala Południowego nie zająknęła się o niej ani słowem, ogłosiła, że „państwo zareagowało natychmiastowo". Jeśli przyjąć, że to prawda, to nie odnosi się do Ministerstwa Zdrowia i jego szefowej. Minister nie przerwała ani na chwilę swojego tournée po szpitalach, które dostały dotacje z KPO. Jak przed aferą przecina wstęgi i wygłasza przemówienia na większych lub mniejszych konferencjach.
skrót wydarzeń dnia











