29 czerwca 2026, 18:57
"Z Banderą, Szuchewyczem czy Klaczkiwskim Ukraina do Unii nie wjedzie" - zapowiedział prezydencki minister Marcin Przydacz. Jednocześnie zarzucił ukraińskim elitom, że "łatwiej jest prowokować i wywoływać historyczne napięcia, aby nie musieć tłumaczyć się z braku reform".
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl
"Czy ukraińskie społeczeństwo zastanowiło się kiedyś nad tym, czy w istocie ich kleptokratyczne elity rzeczywiście chcą wejść do Unii Europejskiej? Zdecydowana większość zwykłych Ukraińców z pewnością tego chce, chce być częścią Zachodu (choć to jeszcze parę lat temu nie było tak oczywiste), ale czy ich oligarchiczne skorumpowane elity również? Czy może łatwiej jest kraść w mętnej wodzie, mamiąc ludzi kierunkiem prozachodnim, a jednocześnie zrzucając winę za brak progresu w negocjacjach na wszystkich innych?" - napisał w poniedziałek na portalu X szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz.
"Łatwiej jest oczywiście prowokować i wywoływać historyczne napięcia, aby nie musieć tłumaczyć się z braku reform, z braku skutecznej walki z korupcją, z braku realnej deoligarchizacji, z braku realnych usprawnień dla przedsiębiorców, z braku rządów prawa, z braku poprawy infrastruktury, z braku wielu innych rzeczy, których te elity nie dowiozły w ostatnich trzech dekadach" - dodał Przydacz.









