W niedzielę 28 czerwca Warszawa została w domu. Ulice są puste, jeśli ktoś wyszedł, to na zakupy. Z pirometrem i termometrem sprawdziłem, w jakich warunkach pracowali ludzie, gdy chodniki nagrzewały się do prawie 60 stopni.
>>>"Czerwone" ostrzeżenia IMGW przed upałem. Czy dzisiaj padnie rekord temperatury? Obserwuj relację na żywo
Miasto jest dziś puste jak w święta, kiedy - jak mówi się złośliwie - Warszawa wyjechała do domu. Na Bulwarach Wiślanych czy Nowym Światem, dwoma najbardziej obleganymi miejscami, snują się tylko grupki turystów. Termometry pokazują niemal 40 stopni.
Na wysokości wejścia do metra Centrum Nauki "Kopernik" w okropnym skwarze stoi kobieta w średnim wieku handlująca lemoniadą. Gdy laserem pirometru skanuję jej skromny stragan, stół wyłożony plastikową narzutą okazuje się mieć ponad 50 stopni Celsjusza. - Szef obiecał, że dorzuci mi premię za dziś i jutro - mówi. I dodaje filozoficznie: - To jest handel.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.













