Żeby gra nie wymknęła się spod kontroli, postanowił ustalić zasady. Pierwsza brzmiała: nigdy nie śledzić drugi raz tej samej osoby. Szybko tę zasadę złamał.
Przyzwyczailiśmy się, że „epicki" to właściwie drugie imię Christophera Nolana. Nazwisko brytyjskiego reżysera kojarzy się z widowiskiem, rozmachem i labiryntowymi narracjami, prowadzącymi widzów przez mroczne zakamarki pamięci, obsesji, poczucia winy czy rywalizacji.
Teraz postanowił zmierzyć się z „Odyseją" – tekstem, który od tysiącleci pozostaje jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla kultury zachodniej.
Na cztery tygodnie przed premierą „Odysei" do polskich kin po raz pierwszy trafia „Following" – film, od którego wszystko się zaczęło. Pełnometrażowy debiut Nolana z 1998 roku może zaskoczyć widzów znających go jedynie z „Incepcji" albo „Oppenheimera". Jest czarno-biały, chropowaty, a przede wszystkim jeszcze bardzo skromny. Nakręcony za grosze, w weekendy, przy użyciu naturalnego światła i z pomocą znajomych. Za lokacje posłużyły mieszkania rodziny i przyjaciół.
klub "gazety wyborczej"










