Porządek na osiedlu egzekwował zarządca. Na przykład tak: wrzucam kartony po mleku do kosza na śmieci. Jak spod ziemi wyrasta on: nie zgniotłaś. Trzeba zgniatać - opowiada mieszkanka chrześcijańskiej kooperatywy w Konstancinie. Chwali się nim prawica: 3,875 dziecka na parę.
– Kilka dni temu spotkałam go przy osiedlowej furtce. Wracał ze swoimi dziećmi z boiska. W ręku niósł piłkę. W głowie od razu uruchomił się tryb: nie odpuszczę! Uśmiechnęłam się do jego dzieci: bardzo dobrze, że poszłyście grać w piłkę na boisko, bo na naszym podwórku nie wolno, prawda? Zerknęłam na niego. Burknął, że nie będzie ze mną rozmawiał. „Nie pamiętasz, jak mojemu trzylatkowi wyrwałeś wiaderko z wodą, bo nie można na placu zabaw robić błota? O tak zrobiłeś!" Machnęłam ręką, wytrącając mu piłkę z dłoni. Chciał wzywać policję, że go nękam – referuje Anna. I przyznaje: – Nie zamierzałam robić sąsiadowi sceny. Czasem emocje biorą górę.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny
zarobki lekarzy










