Cztery godziny przed meczem kibice Curacao byli jeszcze pełni wiary. Mieli przegrać wszystkie mecze, ale jeden już zremisowali. Mieli nie zdobyć ani jednej bramki, a mieli już dwie. Filadelfia kocha ludzi, którzy wygrywają, choć byli skazywani na porażkę. Gdzie, jeśli nie w mieście Rocky'ego Balboi, miałaby napisać się najbardziej filmowa historia tego mundialu? Korespondencja Dawida Szymczaka, dziennikarza Sport.pl.
72 schody, a na nich tłum kibiców. Gdy Rocky Balboa wbiegł po nich na samą górę, na koniec uniósł ręce w geście zwycięstwa, a scena ta przeszła do historii kina. Spoglądał wtedy na Filadelfię, robotnicze miasto ceniące ciężką pracę i sumienność. Do dzisiaj stoi tam odlany z brązu, a wokół niego ustawiają się kolejki chętnych do zrobienia sobie zdjęcia. Większość napina mięśnie albo naśladuje jego triumfalną pozę. Ale kibice Curacao są nadzwyczaj skromni - ani nie podnoszą rąk, ani nie podwijają rękawków, by lepiej było widać ich mięśnie. Rozwijają flagę i szczerze się uśmiechają. Może to jest właśnie ich największy triumf? Ta flaga na mistrzostwach świata? W samym centrum Filadelfii?
- Gdzie miałoby się udać, jeśli nie tutaj? Rocky’emu też nikt nie dawał szans – mówi Lilo, gdy do meczu pozostają cztery godziny. Filmowego Rocky’ego i Curacao wiele łączy. Rocky był pięściarzem, którego początkowo nikt nie traktował poważnie, a Curacao to najmniejszy kraj w historii mundialu, skazywany przez bukmacherów na trzy porażki. Rocky niespodziewanie otrzymał walkę o mistrzostwo świata z Apollo Creedem, a Curacao niespodziewanie pierwszy raz w historii na mistrzostwa świata awansowało. Rocky wielokrotnie słyszał, że się nie nadaje i nawet promotor nie wróżył mu wielkiej kariery, a Curacao na otwarcie mundialu przegrało 1:7 z Niemcami. Rocky nie zrezygnował z marzeń, a Curacao w następnym meczu bezbramkowo zremisowało z Ekwadorem i zdobyło pierwszy w historii punkt na mistrzostwach, a w dodatku jego bramkarz Eloy Room ustanowił rekord mundialu z aż 15 interwencjami w jednym meczu. Rocky w pierwszej części mówił, że nie myśli o wygranej z mistrzem, ale chciał wytrzymać z nim w ringu jak najdłużej. Piłkarze Curacao przed meczem z Wybrzeżem Kości Słoniowej brzmieli podobnie - nie obiecywali sobie cudów, ale chcieli o te cuda powalczyć.






