Wybrałem się na mecz, który cały świat miał przegapić i który miał być soczewką rozciągniętego do granic mundialu. Curacao - Wybrzeże Kości Słoniowej przodowało w rankingach "najgorszych meczów fazy grupowej", więc musiałem tu być. Ale takiego towarzystwa kompletnie się nie spodziewałem. Korespondencja Dawida Szymczaka, dziennikarza Sport.pl.
- Zobacz, jestem pod pomnikiem Rocky’ego Balboa, tutaj są te słynne schody, po których wbiegał. Kojarzysz, nie? - Michał Dziedzic łączy się ze znajomymi z Polski i pokazuje okolicę. Rzadko na tym mundialu słyszy się język polski. Zdarza się, jak wszędzie na świecie, ale przed przylotem spodziewałem się, że na rodaków będę wpadał znacznie częściej. Filadelfia jest wybrykiem, bo Polaków widzę tutaj co chwilę. I to gdzie - akurat na meczu Curacao z Wybrzeżem Kości Słoniowej, który cały świat miał przegapić, bo kogo w tym całym natłoku obchodzi spotkanie maleńkiego debiutanta skazywanego na pożarcie z drużyną, która dotychczas też na tych mistrzostwach nie zachwycała i za którą na ostatnich dwóch mundialach nawet się nie tęskniło? Tym bardziej, gdy równolegle grają Niemcy z Ekwadorem.
Tymczasem chwilę po rozmowie z Michałem i jego kolegą Bogumiłem, widzę, że zdjęcie z Rockym robi sobie chłopak w koszulce reprezentacji Polski. To Łukasz z Warszawy, którego również pytam, co tutaj robi i jak mu się ten mundial podoba. Schodzę ze schodów i mijam jeszcze jedną grupę z Polski, która szykuje się do wbiegnięcia na górę po śladach filmowego pięściarza. Przez pół godziny w Filadelfii spotkałem zatem więcej Polaków niż przez całą resztę mundialu. I nie ma w tym przypadku. To właśnie na ten mecz bilety były najtańsze i najbardziej dostępne bilety na całym mundialu. Kto nie dostał się na mecze wymarzone, ten szedł na jakiekolwiek.






