Senatorowie PiS uważają rządowy projekt ułatwiający życie parom jednopłciowym za niepotrzebny, a także zbyt drogi. - Ale podatki osób LGBT już nie śmierdzą. Dostajecie za nie swoje uposażenie, możecie jeździć po drogach, a wasze wnuki chodzić do przedszkola - odpierała pełnomocniczka rządu ds. równości Katarzyna Kotula.
Rządowy projekt o "statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu" przeszedł przez Sejm i senackie komisje, a w środę 24 czerwca dotarł na salę obrad Senatu. Głosowanie ma się odbyć jeszcze dziś.
Debata była burzliwa, trwała kilka godzin. Senatorki i senatorowie Prawa i Sprawiedliwości wyrażali obawy m.in. o dobro polskiej rodziny i konstytucji, rozprawiali także nad tym, czy Unia Europejska może nas do "czegoś takiego zmuszać". Senatorka tej partii Janina Sagatowska - jak podkreśliła - w trosce o dobro narodu alarmowała o ryzyku kolejnych kroków, do jakich należy na przykład adopcja dzieci przez pary jednopłciowe. Snuła scenariusze o eksperymentach na dzieciach ("muszą mieć ojca i matkę"), utyskiwała na promowanie "egoistycznego modelu związku bez zobowiązań i odpowiedzialności za dzieci, niestabilności, pogłębianiu kryzysu demograficznego". Powiedziała, że "przepisy o osobie najbliższej stanowią konkurencję dla instytucji małżeństwa, uderzają w stabilność rodziny, tworzą wyłom".








