Wiem, że to wszystko, co dzieje się w "Rodzie smoka" nie może się dobrze skończyć dla smoków. I tak boli mnie serce, kiedy patrzę na to, co się dzieje z tymi biednymi kreaturami w nowym - swoją drogą zaskakująco udanym (przynajmniej od pierwszego do czwartego odcinka, które HBO udostępniło do recenzji) - sezonie serialu. Nie bez kozery przecież w "Grze o tron" ich pojawienie się jest taką sensacją. Niemniej, już teraz mam gorący apel do George'a R.R. Martina i odpowiedzialnego za serial Ryana Condala: zostawcie te nieszczęsne stworzenia w świętym spokoju. One nie zasłużyły na to przez co muszą przejść przez tych głupich Targaryenów.
[UWAGA NA POTENCJALNE SPOILERY I SZCZEGÓŁY Z FABUŁY POPRZEDNIEGO SEZONU]
Liczne grzechy "Rodu smoka" odkupione w nowym sezonie
Pozwolę sobie złośliwie przypomnieć, że drugi sezon "Rodu smoka" od HBO był jak flaki z olejem. Do tego stopnia, że nawet nie chciało mi się za bardzo denerwować na bohaterów. Niby były pałacowe intrygi, niby mieliśmy spiski i np. kobiety u władzy lekceważone przez swoje najbliższe otoczenie, a walczące o przełamanie jakichś głupich i niefunkcjonalnych zwyczajów. Było latanie na smokach i były ogniste pojedynki. Wszystko na nic - panowała tam absurdalna nuda.











