W Penzie policja, Rosgwardia, wojskowi odławiają mężczyzn na ulicach i zmuszają do podpisania kontraktów na służbę frontową. Armia Putina dramatycznie potrzebuje ludzi.
W internecie, mimo zakazów i groźby surowych kar, krąży nagranie z półmilionowego miasta położonego na południe od Moskwy, gdzie zrozpaczone kobiety z krzykiem, piskiem i łzami zablokowały mikrobus „łowców głów", nie dając im zabrać swoich bliskich.
Oficjalnie mundurowi przeprowadzają w Penzie „kontrolę dokumentów", szukając tych, którzy ukrywają się przed poborem do zasadniczej (rocznej) służby wojskowej. Formalnie nie ma to nawet związku z wojną, bo poborowi, zgodnie z przyjętym potwierdzonym przez obietnice Putina i często łamanym prawem nie mogą być kierowani na front.
Klub Gazety Wyborczej
Książki










