Władze miejskiej spółki Pałac Kultury i Nauki są niechętne zmianom, które wokół tej budowli szykuje inna jednostka - Stołeczny Zarząd Rozbudowy Miasta. Nie jest jasne, kto będzie czerpał zyski z miejsc parkingowych po przebiciu nowych ulic i woonerfu między Marszałkowską a Emilii Plater.
Otoczenie Pałacu Kultury i Nauki to najdroższa enklawa w samym środku strefy płatnego parkowania. Spełnia definicję strefy śródmiejskiej, bo działa też w weekendy. Przy wjazdach są szlabany, kierowcy wnoszą opłaty w oddzielnych automatach. Znacznie wyższe niż za miejsca postojowe, które podlegają Zarządowi Dróg Miejskich.
Każda rozpoczęta godzina parkowania wokół Pałacu Kultury kosztuje 8 zł, podczas gdy normalnie na ulicach płaci się 4,5 zł, a postój początkowo jest rozliczany w mniejszych odstępach czasu. To niebagatelne źródło finansowe dla miejskiej spółki PKIN, która utrzymuje też pseudodworzec dla busów w przejściu do skrzyżowania Alej Jerozolimskich z Marszałkowską i stacji metra Centrum. Ani kierowcy dojeżdżający z dalekich miast, ani pasażerowie nie mają tu żadnych wygód - na kurs czeka się pod gołym niebem, a wsiada się z poziomu bruku. Busy cofają i skręcają między pieszymi.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.











