Od czasu zakończenia singlowego turnieju kobiet w tegorocznym Roland Garros żyliśmy w oczekiwaniu na wieści od organizatorów Wimbledonu, którzy mieli ogłosić listę zawodniczek z tzw. dziką kartą. Jedną z beneficjentek została Maja Chwalińska, ku uciesze polskich kibiców. Przypadek 24-latki jest dopiero trzecim takim w erze Open.

Fot. REUTERS/Benoit Tessier

Dla Mai Chwalińskiej trzy tygodnie spędzone w Paryżu na kortach ceglanych były najpiękniejszym okresem w jej zawodowej karierze. Polka po raz trzeci rywalizowała w drabince głównej turnieju wielkoszlemowego, a po raz pierwszy w stolicy Francji. By tak się stało musiała wygrać trzy mecze w kwalifikacjach. Spotkania rozgrywane w turnieju głównym objawiły polskiej scenie tenisa ziemnego nową gwiazdę, która swój udział w imprezie zakończyła na wielkim finale.

Zobacz wideo

Chwalińska trzecim takim przypadkiem w erze Open