Po występach na dwóch mundialach miał zaledwie jednego gola. Niewiele wskazywało na to, że Leo Messi może zostać najskuteczniejszym piłkarzem w finałach mistrzostw świata.

"Kapitan idealny", "Świat u stóp Messiego" – tytuły z argentyńskiego dziennika "La Nacion" oddają nastrój po zwycięstwie obrońców tytułu nad Algierią 3:0. Osiem dni przed 39. urodzinami ośmiokrotny laureat Złotej Piłki zdobył swojego pierwszego hat-tricka w finałach mistrzostw świata. Termin "hat-trick" powstał w 1858 roku i pochodzi z krykieta, choć tam zdarza się znacznie rzadziej niż w piłce nożnej. Kiedy miotaczowi udawało się wyeliminować z gry trzech kolejnych pałkarzy, otrzymywał w nagrodę kapelusz.

Debiut marzeń, a potem gehenna

Piłkę, którą Messi strzelał gole Luce Zidane'owi, zatrzymał prezes argentyńskiej federacji Claudio Tapia. Nikt nie może mieć jednak pewności, bo podczas meczu na mundialu używa się ich kilka. Śledztwo, czy Leo kopał zawsze tę samą piłkę do bramki Algierii, wymagałoby udziału służb specjalnych. Chodzi jednak o symbol niezwykłego dokonania Argentyńczyka w pierwszym meczu mistrzostw w USA, Kanady i Meksyku.

W Kansas Messi grał dwusetny mecz w barwach Argentyny. Sędziował go Szymon Marciniak, tak jak finał mundialu w Katarze, najważniejsze spotkanie w karierze Lionela. Jego wielka mundialowa podróż zaczęła się dokładnie dwie dekady temu w Niemczech. Debiutował w finałach mistrzostw świata na osiem dni przed dziewiętnastymi urodzinami. W 74. min meczu fazy grupowej MŚ 2006 z Serbią i Czarnogórą selekcjoner Jose Pekerman wpuścił na boisko wschodzącą gwiazdę Barcelony.