W warszawskim USC od ponad dwóch dekad działa system klanowy. Pracują tu dzieci i dalsza rodzina naszych przełożonych - słyszę. - Koleżanka z wydziału, by wkupić się w łaski naczelniczki, przez lata przynosiła jej domową kiełbasę. Awansu nie dostała, ale premię miała zawsze.
- Trzeba uważać na to, co i komu się mówi. Klan swoich w USC wszędzie ma donosicieli - opowiada inny pracownik USC.
– Siedziba USC, w której pracowałam, była folwarkiem pani naczelniczki. Pracowałam na najniższym urzędniczym stanowisku jako podinspektor, więc co jakiś czas wzywała mnie sekretarka naczelniczki i wręczała kartkę z listą sprawunków. Odwiedzałam pobliski mięsny, piekarnię i warzywniak. Gdy lista zakupów była skomplikowana, pani naczelnik osobiście mi tłumaczyła, które konkretnie mięso kupić - opowiada pani Natalia, która wytrzymała w stołecznym USC dwa lata.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny









