Prawdziwym problemem wydaje się raczej brak odpowiedzi na pytanie, jaki poważny projekt polityczny miałby dziś łączyć Polskę z jej najbliższymi partnerami
Historyk, były dyrektor Instytutu Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego, wcześniej dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego
Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Piotra Burasa „Polska polityka zagraniczna w kryzysie. Jak widzą nas nasi sojusznicy?". Autor trafnie zwraca uwagę na szereg problemów, z którymi mierzy się nie od dziś polska polityka zagraniczna: napięcia w relacjach z Ukrainą, trudności w kontaktach z Niemcami, głęboka polaryzacja polityczna skutkująca ograniczoną zdolnością do wykorzystywania sprzyjającego Polsce otoczenia międzynarodowego.
Nie jestem jednak pewien czy najważniejszym problemem jest dziś sam kryzys. W polityce kryzysy są zjawiskiem właściwie spodziewanym, więc normalnym. Relacje między państwami rzadko rozwijają się liniowo i bezkonfliktowo. Prawdziwym problemem wydaje się raczej brak odpowiedzi na pytanie, jaki poważny projekt polityczny miałby dziś łączyć Polskę z jej najbliższymi partnerami.
W polskiej debacie o polityce zagranicznej coraz częściej koncentrujemy się na diagnozowaniu zagrożeń, błędów i napięć. Rzadziej rozmawiamy o celach, być może przyciśnięci przyrostem kolejnych kłopotów. Dotyczy to także relacji polsko-niemieckich. W tym roku obchodzimy 35. rocznicę podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Jego twórcy działali w warunkach znacznie większej niepewności niż obecnie. Nie było jeszcze pewności co do członkostwa Polski w NATO i Unii Europejskiej, rozwoju spraw w Rosji ani trwałości nowego ładu po upadku komunizmu. Mimo to potrafili sformułować ambitną wizję przyszłości opartą – jak mówił minister Krzysztof Skubiszewski – na „wspólnocie interesów i wartości".











